środa, 19 listopada 2014

Kołatki, spuszczele i inne drzewojady

No i stało się... Moje uwielbienie do antyków przyprawiło mi trwogi i zgryzoty. Kupiłam piękną, dziewiętnastoletnią bieliźniarkę... ze śladami tzw. korników. Z bieliźniarki usypuje się mączka drzewna co bardzo mnie niepokoi, bowiem jest to pewien dowód na żerowanie szkodnika w drewnie. Aczkolwiek zarówno sprzedający, jak i mój stolarz zapewniali mnie, że mączka drzewna jest naturalna dla starych mebli "po przejściach". Oczywiście jest ona świadectwem obecności kołatków etc., ale obecności, która miała miejsce kiedyś. Drzewojady wyeksploatowali tyle ile się dało z mebla i postanowiły zmienić lokum. Teraz zaś drewno jest czyste. Taka argumentacja mnie nie przekonuje w 100%. Dlatego bieliźniarkę oddałam w ręce stolarza, aby opalarką nagrzał drewno to temperatury powyżej 50 st. Celsjusza. Podobno w tak wysokiej temperaturze giną larwy owadów. Zanim oddałam ją stolarzowi obsmarowałam ją środkiem przeciwko kornikom + dodatkowo w każdą dziurkę wstrzyknęłam trutkę. Przezornego Pan Bóg strzeże. Aktualnie obserwuję ją i nasłuchuję, czy aby na pewno nie wydobywa się z niej żaden odgłos przypominający kołatanie. Otóż nie na darmo kołatek został nazwany kołatkiem. Podobno dowodem jego obecności są właśnie dźwięki, które wydaje uderzając o drewno. Póki co z szafy wydobywa się "martwa cisza".
No cóż... jestem ciekawa jak potoczą się losy mojego dziewiętnastowiecznego skarbu. Oto i on...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz