Wsiąkam w dziecięcy świat. Jest magiczny, urzekający, bogaty. Odkrywam co rusz coś nowego. Jest tego multum, do koloru do wyboru. Nie na wszystko łatwo jest się zdecydować. Paradoks wyboru towarzyszy mi od dawien dawna. Pierwsza zabawka dla mojego malucha przyszła do mnie wczoraj. Pewnie na początku naszej wspólnej Ziemskiej przygody nie będziemy się jeszcze nią bawić. Po prostu zbieram dziecięcy kufer skarbów i chcę aby był wypełniony po brzegi.
Zdecydowałam się na zestaw pacynek na palce od szwedzkiej firmy #oskar&ellen. Pacynki przedstawiają postacie z bajki o Czerwonym Kapturku. Zabaweczki są wykonane z szaloną dokładnością. Chodzi mi przede wszystkim o wykończenie; żadne nitki nie fruwają, nic absolutnie się nie pruje. Woreczek w którym były schowane kukiełki pełni podwójną rolę. Jest nie tylko saszetką na przechowanie zabawek. Projektanci przemyślnie wykombinowali, że może stanowić łóżko babci i domek Czerwonego Kapturka wykorzystany przy zabawie. Sprytne połączenie pożytecznego, praktycznego i bez wątpienia przyjemnego.
Teraz tylko muszę przypomnieć sobie treść bajeczki... bowiem zapomniałam jaką kwestię miał gajowy, zaś kwestie pozostałych bohaterów ledwo co świtają mi w głowie. Cóż... starość - nie radość.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz